Dwadzieścia lat temu mieli zostać na trzy miesiące. Dziś są rodziną dla dwadzieściorga dzieci
Telefon, który odmienił wszystko
Początek był prozaiczny. Ona pracowała jako asystentka rodziny w Miejskim Ośrodku Pomocy Społecznej. Pod jej opiekę trafiła rodzina, w której mama wymagała natychmiastowego leczenia odwykowego. Po miesiącu stało się jasne, że dwóch chłopców nie może zostać w tym środowisku. Trzeba było szybkiej decyzji: dom dziecka czy rodzina zastępcza.
Jej mąż przyznaje, że przeczuwał, co się wydarzy. Wiedział o deficycie rodzin zastępczych i o problemach tej konkretnej rodziny. Gdy usłyszał w słuchawce, że żona jedzie do domu z dwoma ośmiolatkami, nie był zaskoczony. Chłopcy byli chudzi, przestraszeni, trzymali się za ręce. Nie umieli czytać ani pisać. Nie wiedzieli, czy jutro będzie spokojniejsze niż wczoraj.
To są nasze dzieci. Nasz dom, nasze królestwo, nasz świat. Po co w nim hałasować?
Rodzina zastępcza (imiona utajnione na prośbę bohaterów)
Plan był prosty: trzy miesiące, do czasu zakończenia leczenia biologicznej mamy. Kobieta ukończyła detoks, ale na dalszą terapię już nie wróciła. Nie wróciła też po dzieci. Później do chłopców dołączyła ich siostra. „Na chwilę” zamieniło się w całe życie.
Małe sukcesy i trudne emocje
Dziś chłopcy mają po 28 lat. Mają swoje partnerki i dzieci. Nadal odwiedzają swoich opiekunów, oglądają z nimi mecze, planują wspólne wakacje. Opiekunowie chodzą do wnuków na Dzień Babci i Dziadka. Przez lata ich dom gościł około dwudziestu dzieci. Każde przyniosło inną historię, inne emocje i inne potrzeby.
Ona przyznaje, że dwadzieścia lat temu chciała wszystkim udowodnić, że dzieci z rodzin zastępczych dadzą radę. Dziś jest spokojniejsza. Wie, że nie wszystkie dzieci rozwijają się w tym samym tempie i nie wszystkie muszą osiągnąć to samo. Najważniejsze, żeby były szczęśliwe i samodzielne. Wśród obecnych podopiecznych jest chłopiec w spektrum autyzmu, nastolatka z alkoholowym zespołem płodowym oraz dziewczynka, którą opiekunowie nazywają „bombą emocjonalną”.
Śmieję się czasem, że bardziej niepokoję się wtedy, gdy dzieci nie sprawiają problemów. Wiem, że gdzieś w środku mogą tłumić emocje, które kiedyś i tak wybuchną.
Opiekunka zastępcza
Jednym z najtrudniejszych aspektów ich pracy są kontakty dzieci z rodzicami biologicznymi. Dorosły pojawia się na chwilę, a potem znika, burząc wypracowany przez tygodnie plan. Pozwala dziecku nie myć się, nie odrabiać lekcji, nie uczyć się. Dziecko zostaje z emocjonalnym bałaganem, a opiekunowie muszą zaczynać budowanie poczucia bezpieczeństwa od nowa.
Rodzina na zawsze i trudna przyszłość
Spośród siedmiorga dzieci obecnie mieszkających w tej rodzinie zastępczej tylko jedno nie jest dzieckiem wolnym prawnie. Pozostała szóstka powinna trafić do adopcji, ale to się już nie wydarzy. Są za duże i bardzo trudno znaleźć dla nich rodziców adopcyjnych. Opiekunowie są świadomi, że za kilkanaście lat najprawdopodobniej z nimi również będą obchodzić Dzień Babci i Dziadka.
Dziewczynka z zespołem FASD za rok skończy 18 lat, ale nigdy nie będzie w pełni samodzielna. Zawsze będzie potrzebowała wsparcia osoby dorosłej. Dopóki opiekunowie dadzą radę, będą to oni. Później rolę tę przejmie prawdopodobnie asystent rodziny. To obraz tego, jak wygląda rzeczywistość pieczy zastępczej, gdy dzieci dorastają i osiągają formalną dorosłość, ale nie są w stanie funkcjonować samodzielnie.
Sekret dużej rodziny
Opiekunowie mają zaskakującą refleksję: dzieci, których się nie urodziło, często wychowuje się łatwiej. Nie chodzi o mniejszą miłość, ale o spokój i rozsądek w codziennych decyzjach. Ona przyznaje, że wobec swojego biologicznego dziecka była nadopiekuńcza. W przypadku dzieci zastępczych łatwiej jej zachować racjonalne podejście. Dodatkowo, gdy w domu jest więcej dzieci, wzajemnie na siebie wpływają i uczą się od siebie.
Obecnie w domu mieszkają dzieci w wieku 6, 8 i 9 lat. Nie trzeba bawić się z każdym z osobna, bo mają swoją grupę i świetnie funkcjonują razem. Dlatego opiekunowie radzą, aby osoby decydujące się na rodzicielstwo zastępcze rozważyły przyjęcie przynajmniej dwójki dzieci. To ułatwia integrację i wzajemne wsparcie.
Jak zostać rodziną zastępczą?
Opiekunowie nie dają prostych recept. Podkreślają, że nie ma idealnego wieku ani jednego właściwego momentu. Trzeba przede wszystkim poznać siebie i swoje możliwości. Jedni lepiej odnajdą się z małymi dziećmi, inni z większymi. Osoba w wieku 50 lat nie powinna brać pod opiekę trójki małych dzieci, jeśli nie ma siły na rowerowe wycieczki.
Oni sami wolą wychowywać dzieci starsze, w wieku szkolnym. To nie znaczy, że jest łatwiej. Problemy są po prostu inne: wieczne zebrania, wzywanie do szkoły, nagłe potrzeby zakupu farb akwarelowych na plastykę, o których dowiadują się o godzinie 20.00. Zgodnie podkreślają, że wiedzą, iż można żyć łatwiej i wygodniej, ale wybrali taką drogę i innej sobie nie wyobrażają.
Historia tej rodziny pokazuje, że więzi rodzą się nie tylko z pokrewieństwa. To ważny głos w dyskusji o lokalnym systemie pieczy zastępczej, który wciąż boryka się z deficytem rodzin gotowych przyjąć dzieci, zwłaszcza te starsze i z trudnymi doświadczeniami. To także przypomnienie, że za każdą statystyką stoją konkretni ludzie i ich codzienne wybory.
Informacje przekazała rodzina zastępcza współpracująca z Miejskim Ośrodkiem Pomocy Społecznej.
Komentarze (0)
Brak komentarzy. Bądź pierwszy!